Bóg nas nie chce – tu.

Może Ciebie też? 

Nie wiemy dlaczego, ale zostajemy wywaleni albo raczej wywleczeni jak pies na zardzewiałym łańcuchu, podczas deszczowej pogody z prywatnej ciepłej budy.Wywleczeni z tego jakby nie było w miarę ogarnianego przez nas ustroju przestrzeni jakim jest Europa. Wprawdzie byliśmy i mieszkaliśmy w różnych miejscach świata, ale zazwyczaj było to podyktowane „czil tajmem” czyli w wolnym tłumaczeniu własnym widzimisięm , edukacyją lub zarobkową emigracyją. Tym razem jakoś tak się zdarza, że zostajemy wysłani jako Wolontariusze SWM1  do Peru. Co tu owijać w bawełnę – są to misje.

 

A dlaczego te misje…?

Taka mała matrymonialna rada dla każdego rasowego faceta, z pociągiem do pięknych kobiet, który będzie dukał te litery…

Jak zakochasz się w pięknej kobiecie to po pierwsze, uważaj żeby bardziej wolała tipsyz brokatem na paznokciach i plotki z pustymi brunetkami niż eksplorację rzeczywistości.

Po drugie, sprawdź czy za często nie chodzi do Kościoła.

Po trzecie, uważaj żebyś nie ożenił się za szybko. Jeśli już bardzo chcesz dopuścić się tego czynu to najlepiej jak będziesz starym, zgrzybiałym, zrzędzącym i skrzypiącym emerytem.

14

A po czwarte, jeśli nie możesz utrzymać się i chcesz popełnić to za szybko, uważaj co obiecujesz pięknej Blondi przed ślubem. Broń Boże nie mów „..zrobię dla Ciebie wszystko. Pójdę za Tobą choćby na koniec Świata”…

… bo ja teraz muszę pakować misyjną walizkę do peruwiańskiej dżungli.

Trochę bardziej poważnie dlaczego misje?

Bo nawet kiedy chcesz od tego odejść i budować swój świat według własnej koncepcji, klocków lego to i tak zobaczysz, że to co chciałeś układać komponuje się w coś innego. Po latach stajesz w punkcie, który próbowałeś obejść bo wydaje Ci się, że nie nadajesz się żeby tak iść…

Temat misji odsuwaliśmy dość długo od skutecznego wykucia go w czyn, bo zawsze stało coś na przeszkodzie. Czasem rodzi się pytanie czy ma to sens, a czasem kompozycja okalającej światoprzestrzeni trzyma w pozycji antyruchu? Można długo myśleć i niedrgać, nawet przez całe Życie i zrobić NIC. U nas było łatwiej bo „Jestem który Jestem” wywlókł nas za pysk podstępnie ułatwił zdecydować się na wyjazd. Ale o historii podstępu w kolejnych odsłonach.

Wprawdzie temat misjonaryzacji plemion budzi u niektórych narost mięśnia agresywnego w płacie czołowym i bulwersację wulgaryczną, ale cóż… przy okazji sprawdzimy jak to naprawdę jest i w miarę własnej kompetencyji zrelacjonujemy.

Gdzie dokładnie jedziemy? 

Dostaliśmy, aż taką informację:

„Tropikalna dżungla peruwiańska w prowincji Datem del Maranon to miejsce, gdzie ludzie nadal żyją w tradycyjny sposób, bez dostępu do większości współczesnych osiągnięć techniki. Salezjańska parafia w San Lorenzo obejmuje obszar ok. 22 tys km2 zamieszkiwany przez 4 plemiona indiańskie: Awajun, Shawi, Kandozi i Chapra. Misjonarze prowadzą ewangelizację wśród Indian zamieszkujących wioski położone nad głównymi rzekami – Marañon, Morona i Pastaza oraz ich dopływami. Oznacza to wielogodzinne podróże łódkami i motorówkami by dotrzeć do ok. 180 wiosek, których mieszkańcy czekają na Słowo o Bogu.

mapa 1

mapa 2

mapa 3

Trójka Salezjanów pracujących w San Lorenzo nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich miejsc, gdzie są potrzebni. Ich misja to przygotowanie do sakramentów, katechezy, zajęcia i zabawy dla dzieci, warsztaty dla starszych, konserwacja i budowa wioskowych kaplic oraz oratoriów dla dzieci.”

Padre Hose (Ksiądz Józef Kamza – Salezjanin żyjący na co dzień wśród indiańskich plemion w okolicach San Lorenzo) zwracając się z prośbą do Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego o naszą pomoc twierdzi, że potrzebuje nas do działań w wioskach odległych w nieznanej nam jeszcze odległości od San Lorenzo. Podobno będzie nas tam dostarczał łódką (jak na poniższej fotografii).

12512316_10205080106313082_1273232483987155800_n

Nie zastanawialiśmy się długo i postanowiliśmy wesprzeć te działania i spędzić najbliższy rok w dżungli. Będziemy pływać od wioski do wioski nie tylko spotykając się z mieszkańcami ale i w tym czasie żyjąc wśród nich, dzieląc się naszą miłością, pasją i pracując na chwałę Bożą i za „Bóg zapłać”. Dodatkowo jako konserwatorzy zabytków mamy za zadanie zająć się wioskowymi kaplicami aby przywrócić ich pierwotną świetność, a może i blask. Ponadto czerpiąc doświadczenie nabyte podczas realizacji projektu ext®emePAINTING, będziemy chcieli namalować kilka świętych obrazów  do tych kaplic  (o ile wytrzymamy w tych nieEuropejskich warunkach sanitarnych klimatycznych).

Dużo przed nami obaw, pytań, a czasem nawet wątpliwości… ale cóż przez życie na co dzień lecimy bez polisy ubezpieczeniowej – PEŁNYM PIECEM. Wprawdzie nasi Aniołowie Stróże już czekają, kiedy pozwolimy im pójść na zasłużoną emeryturę. Ale nie będzie tak łatwo…

 

Reflexja.

Pasje niezmiernie pobudzają i sprawiają, że możesz iść pod prąd. Czujesz, że wtedy Bóg się z Tobą śmieje. To on daje Ci narty, wiedzie Cię nad stromy żleb, a tam nawieje śnieżny puch. Zepchnie Cię w dół… i czuwa jak zjedziesz do spokojnej dolinny. Ten opis to nie tylko góry, za którymi będziemy tęsknić bo są naszą pasją, ale to całe życie, wszystkie sytuacje uproszczone i skondensowane do tego banalnego przykładu. Czym są dla nas misje? To ta powyższa opowieść tyle, że bez śniegu. Ale za to niezmiennie z Nim – z Bogiem.

16

Zostawiamy to wszystko co nas trzyma i ruszamy.

Jak wygląda plemienna jazda na nartach bez śniegu w tropiku z różańcem w ręku? – Zapraszamy do śledzenia kolejnych wpisów oraz na SWMowego bloga.

***

PS

Tak nawiasem, los lubi być przewrotny. Uważaj o czym marzysz w swoim życiu, nawet wtedy kiedy jesteś szczeniackim buntownikiem…

Ten link poniżej, po dziewięciu latach układa wyjazd do Peru w pewną całość. Nie wybieraliśmy tego miejsca do którego jedziemy. To ono On nas wybrało.  Jaka będzie układanka? Tego nie wiemy ale nic w życiu nie jest przypadkowe…

http://www.odyssei.com/forum/index.php?showtopic=92725&st=0&p=913856&#entry913856

13

1 SWM -Salezjański Wolontariat Misyjny